Forum forum.drachenfels.pl
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UzytkownicyUzytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj siê, by sprawdziæ wiadomo¶ciZaloguj siê, by sprawdziæ wiadomo¶ci   ZalogujZaloguj 
[Strona Glowna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt VI Nowy Porządek Świata
Id¼ do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 16, 17, 18
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum forum.drachenfels.pl Strona Glowna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz nastêpny temat  
Autor Wiadomo¶æ
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Do³±czy³: 31 Paz 2010
Posty: 1246

PostWys³any: Nie Sty 29, 2023 00:19    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kiwnąłem głową na znak że wysłuchałem uważnie Melisy. Jednak zastanowienie się nad sytuacją zajęło mi nie więcej niż mrugnięcie oka.
Melisa polegała na mnie i pokładała we mnie nadzieję - miałem zamiar stanąć na wysokości zadania.

- Najpierw ich znajdziemy. Wszelkie cele drugorzędne i okazjonalne potem, tylko jeżeli będziemy mieli na to siły i środki. - powiedziałem stanowczo ujmując jej dłonie, pewnie, bez drżenia.

Choć moją twarz zasłaniała metalowa płyta, przez wizjery patrzyłem elfce w oczy, bez mrugnięcia i bez strachu.

- Co się stało to się stało. Jesteśmy tu by ich uratować i na tym się skupmy. Mamy po swojej stronie Bogów Przodków i Cadai. Z ich łaską uda nam się.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wy¶lij prywatn± wiadomo¶æ
Orthan
Młodszy Prochowy
Młodszy Prochowy


Do³±czy³: 17 Lip 2014
Posty: 202

PostWys³any: Pon Sty 30, 2023 02:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Schyliłem tylko głową na potwierdzenie że rozumiem po co przybył Brat Paul. Udaliśmy się do obozu wroga, po drodze minęliśmy bagna i wtedy zostaliśmy z Bratem Paulem zatrzymania przez patrol wroga, który poprowadziła nas do swojego dowódcy.
Nie zareagowałem na kpiące słowa mężczyzny, gdy się przedstawił odpowiedziałem mu.

- Jestem Ecoliono d'Elhuyer Wierny Sługa Morra mój Panie - przynoszę list od Wielkiego Mistrza Zakonu Morra.

Po czym podałem mężczyznie lista, który wyciągnąłem za pazuchy płaszcza.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wy¶lij prywatn± wiadomo¶æ
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Do³±czy³: 18 Sty 2005
Posty: 3965
Sk±d: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWys³any: Nie Lut 12, 2023 23:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt>

<Wróciłeś do karczmy, wypiłeś kubek gorzałki i zacząłeś gadać od rzeczy. Na pomysł wyjazdu dziewczyny pokiwały tylko głowami>

-I dokąd pojedziemy Kurt? Nie wydostaniemy się z Imperium, chyba że wyrosną ci skrzydła albo rybie nogi.

<Anika i Etelka słuchały cię ale chyba nie podzielały twojego zdania.>

-Kurt, weź sięw garść. Gadasz jak stara baba z podagrą. Zrobimy co w naszej mocy, zwycieżymy, a wtedy całe imperium będzie do podziału.

<Dziewczyna zażartowała, żeby podnieść cię na duchu.>

-Zawsze lubiłeś bitkę Kurt. Co jak co ale po tej stronie muru jest lepiej niż po drugiej, chociaż nie bardzo jest gdzie się wybrać. To chyba już zauważyłeś...

<Dzień w karczmie mijał spokojnie, kilku gości zamówiło to i owo, pojedli popili i poszli. Na wieczór wszyscy żywi z twojej kompani stawili się u ciebie tak jak chciałeś.>


<Klaus>

<Opracowałeś plan wydostania się z obozu i postanowiłeś działać jak najszybciej, zanim komuś do głowy przyjdzie poprowadzić drugi szturm na twierdzę. Wyruszyliście w nocy, ponieważ taki był rozkaz. Mgła nad bagniskiem z jednej strony dawała osłonę, a z drugiej sprawiała, że musieliście być bardzo uważni. Nie rozdzielaliście się zbytnio ze względu na pogodę, aż do momentu kiedy nad ranem Frank coś usłyszał. Wiedziałęś, że w okolicy mogą być inne patrole ale nie wyglądało na to, że to "wasi". Frank podążył za odgłosami ruchu a ty i Ludo mieliście się przyczaić i zaskoczyć nieproszonych gości. Ty miałeś jednak inne plany i jak tylko zostaliście we dwóch, zarżnąłeś nieczego nie podejrzewającego najemnika, niczym prosię. Dwa cienie przemknęły w oddali we mgle w kierunku obozu wojsk Lucasa. Ty jednak udałeś się za Fankiem. Zaniepokoiłeś się nie mogąc go znaleźć bo przecież mógł wyjść na ciebie w każdej chwili. Niespodziewnie potknąłeś się o jego zwłoki i upadłeś w grzęzawisko obok niego. Z tyłu głowy miałeś to piekielne uczucie, że ktoś cię obserwuje, ktoś czai się aż się poruszysz więc postanowiłeś bezwładnie leżeć na połaci pływającej trawy. Wtedy dostrzegłeś jeszcze dwa trupy, wyglądali na najemników z waszego obozu. Zginęli z bronią w ręku a jednak ich twarze sugerowały, że zostali zaskoczeni. Leżałeś tak jeszcze parę chwil aż twoje ubranie całkiem przemokło, jednak uczucie niebezpieczeństwa minęło. Wygramoliłeś się na ścieżkę i ostrożnie ruszyłeś w kierunku twierdzy. Z mgły wyłoniła się wysoka sylwetka murów twierdzy, gdy miałeś do bramy jeszcze jakieś sto kroków. Wszystko wydało się w porządku gdy nagle przywitały cię świszczące strzały.>


<Rhunar>

<Zagłębiliście się w ponury Altdorf stąpając ostrożnie a i tak wpadliście w pułapkę magicznego ducha. Jednak nie na długo, ponieważ ze względu na wasz spokój i wysoką kulturę osobistą nie przypadliście Djinowi do gustu. Odniosłeś wrażenie, że magiczna istota miała wyraźne wytyczne do których zwyczajnie nie pasowaliście. O tyle dobrego, że nawet demony i inne eteryczne stworzenia muszą kierować się pewnymi określonymi zasadami. Spod spalonego budynku uniwersytetu udało wam się dotrzeć bez przeszkód do głównego mostu na rzece Reik. Widok skavenów knujących coś niedobrego i wsypującego, jak powiedziała Melisa, wypalony spaczeń do rzeki napawał cię dużymi obawami. Jednak byliście tylko we dwójkę a szczurów był cały rój więc pozostało się przekradać. Wspieliście się po zrujnowanej drodze na wyższą kondygnację mostu i cichutko pokonywaliście krok za korkiem. Buty od twojego przyjaciela zbrojmistrza Axerunda sprawowały się wyśmienicie, jednak twoje obawy się sprawdziły i gdy byliście w połowie mostu, skaveny wyniuchały waszą obecność. Kamienna platforma byłą na tyle szeroka, że nie byłbyś w stanie sam zatrzymać szczurów na moście więc pozostała ucieczka. Razem z elfką pędziliście ile sił w nogach by przedostać się na drugą stronę. Skaveny szybko się zbliżały mimo iż twoje wyposażenie było lżejsze niż zwykle. Gdy jednak postawiliście stopy na drugi brzegu skaveny dały za wygraną, a wy znaleźliście się na ludzkim cmentarzysku. Zarówno most i rzeka zniknęły wam z pola widzenia a w koło rozciągał się nie kończący się widnokrąg , minionego pola bitwy.>


<Ecoliono>

<Oficer wziął od ciebie pismo, obejrzał dokładnie po czym rzekł.>

-Zaczekacie tutaj, dopóki nie przyjdą rozkazy co mam z wami zrobić.

<Staliście tak pod strażą aż słońce wzeszło na nieboskłon. Nie dali wam ani wody ani miejsca do siedzenia. W końcu jednak ten sam oficer wrócił do was i przyniósł wam list w odpowiedzi na wasze posłannictwo. >

-Jesteście wolni, możecie wracać za swoje mury. Oto odpowiedź dla waszego Mistrza Zakonnego. Ja osobiście chętnie bym was zatrzymał na przesłuchanie ale rozkazy są inne. Zapewne nie wiecie nic o tym, że ktoś próbował się przekrać w międzyczasie gdy wy przybyliście z listem braciszkowie?


<Elbereth>

<Powrót do domu może i był szczęśliwy ale konsekwencje twoich "zaniedbań" miały bardzo bolesny finał. Po dwóch dniach dochodzenia do siebie, czekała cię kolejna kara za to, że ta pierwsza była niesatysfakcjonująca. Tym razem bezwolnie i bez dodatkowych pomysłów oddałaś się w ręce swojego Pani co skończyło się dość znośnie biorąc pod uwagę twoją naturę. Otrzymałaś obiecane wcześniej ubrania i wszystko czego potrzebowałaś aby wyruszyć do Marienburga z powierzoną tobie misją. Miałaś jednak bardzo jasne rozkazy, które nie przypadły ci do gustu ale wiedziałaś, że był to kolejny test twojej lojalności. Nie pozostało ci więc nic innego jak wyruszyć i wypełnić sumiennie swoje obowiązki jako Namiestnik Elfiego Miasta w Mairenburgu.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wy¶lij prywatn± wiadomo¶æ Wy¶lij email
Orthan
Młodszy Prochowy
Młodszy Prochowy


Do³±czy³: 17 Lip 2014
Posty: 202

PostWys³any: Nie Lut 19, 2023 23:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Trochę czekaliśmy na odpowiedz, choć ten czas wykorzystałem na modlitwę - gdy zjawiła się oficer i oddał nam list, ukłoniłem się tylko dworsko i odpowiedziałem.

-Nic mi o tym nie wiadomo Panie, a teraz wybacz zgadnie z polecenie oddam list z odpowiedzią Księcia Elektora Lucasa w ręce Wielkiego Mistrza Zakonu Kruka.

Po czym jeszcze raz się kłaniając, skierowałam si w stronę twierdzy - korzystając z pomocy mojego współbrata w wierze i laski.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wy¶lij prywatn± wiadomo¶æ
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Do³±czy³: 30 Gru 2004
Posty: 1636

PostWys³any: Sob Mar 04, 2023 15:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Stanęłam przed swoją Panią gotowa zmierzyć się z jej gniewem i przyjąć wszelką odpowiedzialność za przewinienia, których się dopuściłam. Zrelacjonowałam całą sytuację jaka miała miejsce w Twierdzy oraz powody moich decyzji nie pomijając przy tym żadnych istotnych szczegółów. Idąc za ciosem podjęłam również temat pomysłu na wyzwanie Wiedźmy na pojedynek co przypadło do gustu Najwyższej Kapłance Khael Mensha Khaine. Jednakże audiencja nie mogła trwać w nieskończoność, a ja musiałam ponieść konsekwencje. Pierwszej karze nie podołałam tracąc przytomność przy czterdziestym bacie i spędzając kolejne dwa dni we własnym łożu. To jednak nie był koniec i gdy tylko odzyskałam świadomość czekały mnie kolejne dni kar oraz lekcji posłuszeństwa bym w końcu zrozumiała jaką mam rolę. Gdy w końcu wróciłam do domu moje ciało nie nosiło żadnych widocznych śladów, czy ran. Jak gdyby nigdy nic zajęłam swoje miejsce przy stole dosiadając się do Jilii oraz Beltheriona, którzy jedli śniadanie.>

-Ummm… co mam dziś dobrego do jedzenia? <Zapytałam lekkim tonem, ale mina dziewczyna zdradzała rychły wybuch płaczu. Zerknęłam na elfa, choć byłam pewna, iż to mój bałagan i musiałam go posprzątać.> Kwiatuszku… moja Pani wymierzyła mi sprawiedliwą karę, a ja się zgodziłam. Służba, jaką mam zaszczyt pełnić niesie za sobą wielką odpowiedzialność. Czasem to co robię nagina zasady panujące w tutejszej kulturze. Ergo. Gdy to czynię muszę się liczyć z karą, jaka może mnie spotkać. <Uśmiechnęłam się łagodnie.>

-Może Ci się wydawać, iż to czego byłaś świadkiem jest zwykłym okrucieństwem, ale prawda jest taka, że Najwyższa Kapłanka próbuje w ten sposób ochronić mnie przed sobą samą. <Chwyciłam za kielich by się napić, ale nim to uczyniłam spojrzałam dziewczynie w oczy.> Koi mój rozgorączkowany umysł. Choćby za to nigdy nie będę w stanie spłacić długu wdzięczności, jaki mam wobec niej. Cokolwiek nie zdecyduje będę szczęśliwa. <Popiłam powoli.>

-Carras, doskonałe wino! Cóż to za rodzaj? Chciałabym zabrać kilka butelek do Marienburga.

<Płynnie przeszłam do omawiania dalszych przygotowań przed wyruszeniem do Elfiego Miasta. Nie pozostało wiele czasu, lecz wystarczająco by załatwić jeszcze parę spraw. Opierając się na ocenie Carras wybrałam z nią niewolników, którzy mieli Nam towarzyszyć. Wybrałam również jedną z kobiet na osobistą służkę Jilii, tak by odciążyć mroczną elfkę i sprawić przyjemność dziewczynie.>

-Co sądzisz o Karin? Wolałabym ją zabrać z miasta razem z jej pieskiem, żeby nie narobiła niepotrzebnych kłopotów. Jest najmłodsza, zatem powinny się dobrze dogadywać, a i dziewczyna będzie mogła się uczyć prawidłowej służby bez dodatkowego stresu, jakim jest życie w Tal Ystin Khaine. Chciałabym byś zapewniła również dla Nas stosowny środek transportu. Ja mogę jechać konno, ale przydałby się Nam powóz dla Jilii. Tym razem podróżuję oficjalnie, a ona jako moja podopieczna wraz ze mną, więc nie chciałabym by uznano, iż dochodzi do jakichkolwiek uchybień. Jako Księżniczka oraz siostra Imperatora pod moją opieką powinna być stosownie ubrana oraz traktowana, żebyśmy uniknęli oskarżeń o więzienie jej wbrew jej woli. Myślałam nad tym i przemycanie jej bądź próby ukrycia mogą być uznane za podejrzane jeśli natkniemy się na kogoś kto ją rozpozna. A ja mam dość na głowie by zajmować się kolejnymi problemami tego typu. Poza tym trzeba będzie zabrać stosowne zapasy. Wątpię by na miejscu czekały na Nas wypełnione spiżarnie oraz działające targowiska. Moja Pani zleciła przygotowania zawczasu, więc dopilnuj by wszystko było gotowe wraz z orszakiem. Trzeba też dopilnować by Rivanath miał stosowne zapasy medykamentów.

<Po omówieniu szczegółów przeszłam do kolejnego tematu, który oznaczał uruchomienie całej dyplomatycznej machiny związanej z wyzwaniem Wietrznicy na pojedynek. Zależało mi by rozpocząć oficjalny proces i w miarę możliwości uniknąć niepotrzebnych kłopotów. Miałam świadomość, iż nie wyeliminuję wszystkich prób pozbawienia mnie życia, ale przynajmniej części powinnam uniknąć. Termin nie mógł być ani zbyt odległy ani zbyt bliski. W pierwszej kolejności czekało mnie wywiązanie się z obowiązków, więc stosowny czas oraz miejsce wybrałam w porozumieniu z Shasuuviel. Uczuliłam też Carras by zleciła naprawę mojej zbroi. Gdy elfka zajmowała się wszystkimi sprawunkami ja zdecydowałam się napisać kilka listów, które chciałam wysłać jeszcze przed wyjazdem. Za jej plecami i przy pomocy Beltheriona przygotowałam się również do ceremonii tak by tym razem towarzyszyła mi, jako służka, a nie niewolnica. Kupiłam dla niej jedwabną koszulę, czarne skórzane spodnie, wysokie buty oraz płaszcz z kapturem. Do kompletu dobrałam długi sztylet oraz jednoręczny miecz. Dzień przed naszą podróżą wezwałam ją do siebie i w obecności Jilii, Beltheriona, Rivanatha oraz wszystkich niewolników kazałam jej upaść na kolana.>

-Jesteś jednym z pierwszych podarków, jaki otrzymałam od Największej i Najpotężniejszej Kapłanki Khael Mensha Khaine. Pamiętam ten dzień doskonale. Leżałaś w tym miejscu, gdy krew odrzuconych zalewała posadzkę tych komnat. Niewolnica do mojej dyspozycji. I mimo, iż nie wydałam Ci takich poleceń Ty byłaś na tyle bezczelna by urządzić mój dom bez konsultacji i to w dodatku na koszt mojej Pani. Potem było tylko gorzej. Bez mrugnięcia okiem okłamywałaś mnie, że nie ma koszul innych niż jedwabne u tutejszych kupców. <Mówiłam poważnym tonem.> Z zazdrości chciałaś zabić Rivanatha w dniu, w którym sprowadziłam go do siebie, jako osobistego medyka. Twoja zazdrość zmusza mnie tylko do dodatkowego wysiłku byś nie pozbyła się innych. <Zamilkłam na moment spoglądając na nią z góry.> Nawet ostatnio w Twierdzy musiałam Cię zapewniać i to więcej niż raz, że żaden z nabytych niewolników nie zajmie Twojego miejsca. Jakbym nie miała ważniejszych spraw na głowie.

<Podniosłam wzrok by spojrzeć po wszystkich.>

-A mimo to, ta oto elfia niewolnica służy mi lojalnie i bez zarzutu dbając o mój dobrostan od pierwszego dnia. Wielokrotnie dowiodła, iż mogę na niej polegać bez względu na okoliczności oraz przeciwności. Dlatego też ja, Elbereth Liranna Kelaris Telrunya, Pierwsza Zaprzysiężona Służka Shasuuviel, Największej i Najpotężniejszej Kapłanki Khael Mensha Khaine, Mag Bitewny i Namiestnik Elfiego Miasta mianuję Carras na swą Służkę. Powstań.

<Powiedziałam do niej, a gdy wstała wyprostowana kontynuowałam oficjalnym tonem.>

-Od dziś będziesz miała prawo posługiwać się swoim nazwiskiem, a jeśli takowego nie posiadasz to przyjmiesz moje. A oto moje podarki dla Ciebie.
<Zaczęłam od wsunięcia na jej palec jednego z złotych pierścieni z ametystowym kamieniem, po czym odwróciłam się do Yuviel oraz Galliny, które trzymały przygotowane ubrania oraz broń.>
-Skorzystaj z mojej łaźni by się przygotować i dołącz do uczty, jaką kazałam przygotować na Twoją cześć.

<Był to ostatni wieczór naszego pobytu w Tal Ystin Khaine. Po sutym posiłku pozostało Nam odpocząć. Jeszcze przed wyruszeniem udałam się do Shasuuviel by oficjalnie pożegnać się przed podróżą. Marzyłam by odwlec wyjazd o jeszcze kilka dni by zostać u jej boku, lecz nie śmiałam nawet o to prosić. Miałam swoje rozkazy do wypełnienia, a Miasto nie mogło czekać na moje przybycie w nieskończoność. Z stosownymi insygniami, dokumentami oraz całym orszakiem wyruszyłam ponownie nie oglądając się za siebie.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wy¶lij prywatn± wiadomo¶æ Wy¶lij email MSN Messenger
Lokim
Chorąży
Chorąży


Do³±czy³: 21 Sty 2012
Posty: 731
Sk±d: Warszawa

PostWys³any: Nie Mar 05, 2023 18:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Plan uwolnienia się od 'kolegów' przebiegał sprawnie, choć nie do końca tak jak założyłem. Obecność grupy postaci, która postanowiła akurat tej nocy przebić się w przeciwnym kierunku do mnie, była dla mnie zaskoczeniem. Z jednej strony, skutkiem ich przejścia było ułatwienie mi mojego planu pozbycia się najemników, z drugiej strony stanowili dla mnie zagrożenie, bo mogli mnie potraktować tak samo, jak mych kolegów. Leżąc w grzęzawisku pozostawało mi tylko czekać, bo czułem, że jak się zacznę ruszać, to skończę jak pozostali. Poza tym w tej pozycji nie byłem zbyt widoczny i stanowiłem większe zaskoczenie dla kogoś, kto chciałby się zakraść i mnie zabić. Mogłem się skupić na nasłuchiwaniu i obserwacji otoczenia. "Hm... Ciekawe kto opuścił twierdzę i w jakim celu. Nie wyglądało to na duży oddział, kilka osób. Ta dwójka którą widziałem i która chyba nie zwróciła uwagi na mnie, ale też ktoś jeszcze, kto obserwował mnie z ukrycia. Zabili trójkę najemników z zaskoczenia. Przynajmniej tamtą dwójkę musieli zaskoczyć, bo Frank mógł się na nich nadziać, jak już pierwsza dwójka był martwa. Wyszkoleni zabójcy z twierdzy? Hm... Na myśl przychodzi mi tylko Beltherion. On w sumie chyba mógłby to zrobić w pojedynkę. Ale jego bym nie dostrzegł, nawet w postaci przemykających cieni. Nie... Ale on mógł obserwować mnie z ukrycia, tak że ledwie to tylko wyczułem. No chyba że morryci mają jakichś wyszkolonych zabójców w twierdzi, o których po prostu nic nie wiem. No nic, może jak uda mi się dostać do środka to czegoś więcej się dowiem. Ale muszę uważać, bo jeśli to tylko forpoczta oddziałów wypadowych, to zaraz mogę wpaść w poważne kłopoty.">

<Gdy tylko odczekałem pewien czas po tym, jak przestałem czuć się obserwowany i uznałem, że jest w miarę bezpiecznie, ruszyłem ostrożnie w kierunku bramy. Mając ją już blisko przed sobą usłyszałem świst, co oznaczało, że zostałem zauważony z murów. Mam ze sobą glejt, ale nie ma nim sensu machać spod murów. Nie ma też sensu biec do bramy, bo nawet jak uda mi się tam dotrzeć bez szwanku, co i tak jest mało prawdopodobne, to zaraz dostanę czymś w łeb znad bramy. W reakcji na ostrzegawczy ostrzał podnoszę więc ręce nad głowę i krzyczę w kierunku murów.>

- Tutaj Klaus! Wezwijcie dowódcę! Idę w kierunku bramy! Tutaj Klaus! Wezwijcie dowódcę!

<Wiedząc, że ryzykuję, z rękami nad głową ruszam powoli w kierunku bramy, uważając na ewentualny ostrzał. Wolałbym się nie zatrzymywać, bo jednak póki nie przejdę na teren twierdzy, to zawsze ktoś mnie może zaatakować od strony obozu wojskowego, ale jeśli czuję, że reakcja obrońców na moje kierowanie się w kierunku wejścia do twierdzy jest wroga, to spowalniam swoje tempo, albo nawet zatrzymuję się. Przy okazji daję raz jeszcze znać, by wezwano dowódcę. "Jak mi tylko pozwolą podjeść do bramy, to będę mógł zostać rozpoznany, a jak nie, to będę mógł okazać glejt. W każdym razie będę musiał się powołać na Czarnego Kruka.">
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wy¶lij prywatn± wiadomo¶æ Wy¶lij email
harry
Chorąży
Chorąży


Do³±czy³: 05 Mar 2012
Posty: 732

PostWys³any: Czw Mar 16, 2023 01:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Słowa dziewczyn zaskoczyły mięśniaka. Nie podejrzewał ich o tak bojowe nastroje.

„Na coś muszą lecieć takie ślicznotki, przecież nie na moją urodę ani na moją kasę. Najwidoczniej kręcą je faceci którzy mogą spuścić porządny łomot. Niech i tak będzie. W sumie nie powonieniem mieć powodu aby narzekać. Nie będą narzekać że komuś obiłem mordę. Z drugiej strony… ambitne lisice – odbić Imperium i sobie podzielić. – Mają rozmach…”

Gdy drużyna była w komplecie powiódł po nich wzrokiem

- Obroniliśmy się i przeżyliśmy. Walczyliśmy z dobrze dowodzonym i zgranym przeciwnikiem. Jestem z was dumny. Ale to jeszcze nie koniec. Czarodziejka przetrąciła im kulasy, myśmy dali im po łapach ale to jeszcze nie koniec. W końcu nadarza się okazja aby przetrącić im i kark. Tyle że będzie to większe gówno niż ostatnia walka. Nie jesteśmy jednak bez szans. Albo inaczej… nie musimy być wcale bez szans. Im lepiej się przygotujemy tym więcej z na wróci. Będzie to wymagało zgromadzenia sprzętu i przećwiczenia nowej strategii działania. Przede wszystkim kusze, liny, sieci i zgrywanie ataku trzech do pięciu na jednego. Zaczynamy jutro rano. – Rozmówił się z ludźmi wypytał o nastroję i ogólne nastawienie.

Nim zeszli się najemnicy udał się z kąsaczem do dzielnicy krasnoludów. Zapukał do drzwi domu gdzie ostatnio spotkał Rhunara.

- Dzień dobry. Szukam kowala Rhunara. Muszę go zapytać o runy które wykonał na moim mieczu.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wy¶lij prywatn± wiadomo¶æ
Wy¶wietl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum forum.drachenfels.pl Strona Glowna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Id¼ do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 16, 17, 18
Strona 18 z 18

 
Skocz do:  
Nie mo¿esz pisaæ nowych tematów
Nie mo¿esz odpowiadaæ w tematach
Nie mo¿esz zmieniaæ swoich postów
Nie mo¿esz usuwaæ swoich postów
Nie mo¿esz g³osowaæ w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group